Blogi polityków
Obecni polscy politycy doskonale zdają sobie sprawę, że nie tylko radio i telewizja, ale przede wszystkim Internet jest przepustką do popularności i zdobycia głosów potencjalnych wyborców. Od jakiegoś czasu coraz chętniej piszą blogi, nawet jeśli ich polityczne poczynania w świecie realnych działań są słabo widoczne, a ich nazwiska coraz słabiej kojarzone przez przeciętnego Polaka. A czynią to tym chętniej, im bliżej kolejnej kampanii wyborczej. Pierwszym dumnym politycznym bloggerem w Polsce był europoseł Ryszard Czarnecki. Co ciekawe, jest to chyba jedyny blogujący polityk, który dba o to, by jego wpisy pojawiały się codziennie. I jak sam zapewnia, nie zleca dodawania wpisów swoim współpracownikom, ale jest wyłącznym autorem pojawiających się notek. Innym popularnym politycznym autorem bloga jest Janusz Palikot, który za jego pośrednictwem formułuje swoje najbardziej kontrowersyjne opinie, które następnie szybko trafiają do innych mediów i zapewniają mu nieustanne światło reflektorów. Ostatnimi czasy prym wśród popularności politycznych blogów wiedzie Kazimierz Marcinkiewicz, niestety bardziej ze względu na życie prywatne i tymczasowe ustanowienie współautorką wirtualnego pamiętnika swojej partnerki, niż na dokonania na polu zawodowym. Bez wątpienia motywacji do blogowania wśród polityków lepiej szukać wśród działań pijarowskich niż we wzbudzonej potrzebie twórczości literackiej. Fakt, że blogi są dostępne dla każdego chętnego użytkownika Internetu i prowadzenie ich w większości przypadków nie wiąże się z koniecznością poniesienia finansowych kosztów sprawia, że mnóstwo ludzi decyduje się je pisać. Czasami skutki tego bywają opłakane. I nie chodzi tutaj o wrażenia estetyczne, choć z całą pewnością w wielu przypadkach czytelnik blogów ma prawo spytać, po co ktoś je prowadzi, skoro nie ma nic sensownego do powiedzenia czy też nie potrafi tego ubrać w słowa. Większym problemem jest to, że za prowadzenie blogów biorą się czasami osoby, których głównym życiowym celem jest propagowanie idei związanych nawet nie tyle z niezdrowym rozsądkiem, co z łamaniem prawa. Z tym faktem wiąże się też problem anonimowości bloggerów, których często trudno jest pociągnąć do odpowiedzialności za publikowane treści. Problemem bywają też blogi pisane przez zbuntowanych nastolatków, którzy tworzą mroczne strony, na których dzielą się często zmyślonymi problemami i sugerują próby samobójcze czy zachowania autodestrukcyjne, a część ich czytelników czyni to samo i nakręcają wzajemną spiralę zdołowanego klimatu własnej egzystencji, w której już trudno odróżnić, co jest problemem rzeczywistym, a co wirtualnym.